Jedzie przez Polskę z przesłaniem

Mieszkaniec Lubartowa od 3 lipca jest w podróży po całej Polsce. Pokonując setki kilometrów na rowerze, promuje ideę oddawania krwi. Dziś (20 lipca) dotarł do Kępic.

Janusz Kobyłka to sześćdziesięciolatek, który już po raz trzeci wyruszył w podróż po całej Polsce. Przyświeca mu jeden cel – uświadamia, jak ważne jest oddawanie krwi. Uśmiechnięty, pełen dobrej energii, dziś pojawił się w Kępicach. – Krew to prawdziwy dar życia, którego nie da się zastąpić ani sztucznie wyprodukować. Dzielenie się nią, to dzielenie się darem życia – mówi Pan Janusz. I mówi to, każdej napotkanej osobie.

Pasjonat kolarstwa z Lubartowa, pokona w okresie miesiąca ponad 2 500 km, okrążając całą Polskę w trasie w kształcie wielkiego serca. Podczas dzisiejszej wizyty w Urzędzie Miejskim w Kępicach, z dumą prezentuje mapę wiceburmistrzowi Maciejowi Chaberskiemu z wymalowanym, czerwonym sercem. – Tak właśnie przebiega moja trasa – tłumaczy pan Janusz. – Będąc w różnych miastach, spotykam się z samorządowcami i mieszkańcami, zachęcając do oddawania krwi. Moim celem jest przypominanie jak ważny to dar – dodaje. Rowerzyście zależy, aby informacje na temat tego przedsięwzięcia trafiały na lokalne portale informacyjne, aby zachęta do oddawania krwi dotarła do jak najszerszej grupy odbiorców. – Marzy mi się, aby każdy z nas chociaż raz w życiu oddał krew. Moim zadaniem jest przekonywanie innych, aby nie bali się oddawania krwi, żeby spróbowali, a tym samym pomogli potrzebującym – wyjaśnia pan Kobyłka. Jak podkreśla, oddanie cząstki samego siebie nie powoduje żadnych nieprzyjemności, a jest wielkim darem, który przyczynia się do ratowania ludzkiego życia.

Pan Janusz każdego dnia pokonuje trasę ok. 100 kilometrów. Bardzo duże znaczenie ma pogoda. Największym problemem są nawałnice, wtedy musi zmieniać plany i szukać schronienia. – W trasie mam olbrzymie szczęście. Nigdy nie spotkałem się z wrogością, czy negatywnym nastawieniem. Zawsze mogę liczyć na ludzką życzliwość – mówi z uśmiechem. Jak się okazuje, często mieszkańcy wsi i miasteczek, widząc pana Janusza zapraszają na kawę, czy poczęstunek. Takie spontaniczne spotkania są oczywiście kolejną okazją do promowania krwiodawstwa. – Taka otwartość ludzi zawsze daje wzmocnienie i przynosi olbrzymią satysfakcję – cieszy się wolontariusz. Janusz Kobyłka przez wiele lat uprawiał różne dziedziny sportu, miewał także liczne sukcesy. Jednak największą jego pasją, jest właśnie jazda na rowerze. Jak sam przyznaje, czuje się wciąż bardzo młody. – Ja dopiero zaczynam żyć! – mówi z pełnym przekonaniem i uśmiechem od ucha do ucha. Poza sportowym zamiłowaniem, w swoim mieście udziela się charytatywnie. Działa w tamtejszym PCK, pomaga osobom starszym np. w remoncie mieszkań, czy drobnych naprawach. – W Lubartowie mówią na mnie złota rączka – przyznaje.

W trakcie rozmowy z naszym gościem, zwracamy uwagę na jego optymistyczne usposobienie. – O, tak! Ja jestem życiowym optymistą. Nigdy nie zakładam, że coś się nie uda, albo że w czasie tej podróży stanie się coś złego. Po prostu musi być dobrze – mówi pan Kobyłka. Jak podkreśla, bardzo ważne są dla niego osobiste spotkania z ludźmi, które dodają mu wiary, ale też adrenaliny do pokonywania dalszych kilometrów. Najtrudniej jeździ się pod wiatr, wtedy rozpoczyna się walka ze zmęczeniem. Zawsze jednak udaje się znaleźć jakiś pokój w gospodarstwie agroturystycznym, gdzie można odpocząć i zregenerować siły.

W trakcie dzisiejszej wizyty w Kępicach, pan Janusz odwiedził nie tylko Urząd Miejski, ale także zwiedził tutejszy Klub Honorowych Dawców Krwi. W krótkiej rozmowie o bogatej historii kępickiego klubu oraz osiągnięciach naszych krwiodawców opowiedział prezes Jerzy Flegel.

Nasz niespodziewany gość, po krótkiej, ale intensywnej wizycie w Kępicach udał się do Bytowa, gdzie chce spotkać się z tamtejszymi mieszkańcami. Pytamy, czego można mu życzyć. – Wiatru w plecy – uśmiecha się pan Janusz. Po chwili odjeżdża na swoim ulubionym rowerze. Znika, ale jego przesłanie zgodnie z życzeniem zostaje rozpowszechnione.