Tropiciel nieprawidłowości

Dzieciństwo spędził w Kępicach. Tu ukończył szkołę podstawową, którą do dziś wspomina. Pamięta swoich nauczycieli i kolegów, z którymi utrzymuje kontakt do dzisiaj. Jego zamiłowanie do nauk politycznych, zaprowadziło go do wielu krajów. Teraz, stał się demaskatorem nieuczciwości wyborczych.

Z Kępic moja rodzina wyprowadziła się w 2000 roku ze względów ekonomicznych. Wiązało się to z problemami finansowymi ówczesnej garbarni i to zmusiło rodziców do poszukiwania nowego miejsca do życia. Wyprowadziliśmy się do Radomia – wspomina dziś Mateusz Bajek. Właśnie przyjechał do Kępic wraz żoną, odwiedzić miejsca znane z dzieciństwa. Chcąc opowiedzieć o swoim zamiłowaniu, zorganizował nawet spotkanie w tutejszej bibliotece. Dziś, pan Mateusz osiągnął „wiek chrystusowy”, a jego twarz spowija nieco zawadiacko nieprzystrzyżona broda. Sprawia wrażenie intelektualisty, co za chwilę potwierdzą jego liczne opowieści. Wspominając swoje pierwsze doświadczenia edukacyjne w naszej gminie, sam mówi o dużym zamiłowaniu do nauk matematycznych. Do dziś pamięta swój pierwszy sukces w tej dziedzinie, jakim było wygranie Kangura uzyskawszy maksymalny wynik. To wydarzenie jednak nie zdeterminowało jego dalszych losów, bowiem w wieku gimnazjalnym odkrył w sobie zamiłowanie do geografii, map i analiz społeczno – gospodarczych. Po ukończeniu liceum, wybór dalszej nauki nie przysporzył mu większych dylematów, studia podjął w Uniwersytecie Warszawskim na stosunkach międzynarodowych. – Zawsze byłem ciekawy świata. Chciałem poznać możliwie dużo nowych miejsc – przyznaje pan Mateusz. Pierwsze wyjazdy były związane z celami zarobkowymi, były to choćby wakacyjne wyjazdy do Anglii. Ale największą frajdę sprawiały mu wyjazdy w miejsca, w których dokonywały się ważne zmiany natury społeczno – politycznej. – Byłem zainteresowany prowadzeniem badań naukowych, dlatego na Uniwersytecie starałem się pozyskiwać granty na ten cel – wyjaśnia. Dzięki temu, mógł bywać w miejscach, w których działy się wielkie tragedie i obserwować te wydarzenia z bliska. To choćby zamach w Londynie w 2006 r., czy początek wojny w Gruzji w 2008 r. Do teraz wspomina, jak wraz ze znajomymi musiał uciekać przed gruzińską tragedią. – Wtedy polskie władze zorganizowały ewakuację przebywającym tam w tym czasie Polakom. Do Polski wracaliśmy Tupolewem o numerze bocznym 101, który dwa lata później rozbił się w Smoleńsku – wspomina Bajek. W czasie tych wyjazdów, polska grupa studentów badała m.in. sytuację mniejszości etnicznych w Gruzji, czy sytuację mniejszości gruzińskiej w Iranie. W 2010 roku był już wyjazd na Kaukaz, gdzie pan Mateusz spędził ponad miesiąc obserwując jak po przyznaniu przez Rosję niepodległości Abchazji toczy się życie w tym nieuznawanym przez Polskę kraju. Były też badania prowadzone na Syberii, których celem było zrozumienie jak tamtejsza młodzież odnosi się do politycznych działań Kremla i opozycji. – Wyraźnie widać, że zawsze ciągnęło mnie na wschód. Dzięki temu nauczyłem się dość dobrze języka rosyjskiego, co teraz wykorzystuję w pracy zawodowej – mówi Mateusz Bajek. Po ukończeniu studiów został analitykiem pracującym dla  największych polskich spółek z branży energetycznej. Praca jednak, to wycinek ludzkiej aktywności, ważne są także nasze pasje. – Moją fascynacją były wybory – zdradza. Na początku były to prace w charakterze ankietera, potem praca w komisjach wyborczych. W 2012 roku podjął próbę wyjazdu za granicę w charakterze międzynarodowego obserwatora wyborczego za pośrednictwem Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Okazała się sukcesem, a misja odbywała się w Gruzji. – Intencją przedsięwzięcia jest wysyłanie ekspertów w miejsca, w których odbywają się wybory w celu obserwacji poprawności  ich przeprowadzenia – przypomina Mateusz Bajek. I od razu dodaje, że jeśli raz się spróbuje, to ciężko jest rozstać się z takim „hobby”. Tak zaczęła się wielka przygoda w roli profesjonalnego obserwatora wyborów na arenie międzynarodowej. Dotychczas, w ramach współpracy z OBWE Mateusz Bajek wziął udział w następujących misjach: trzykrotnie w Gruzji, dwukrotnie na Białorusi oraz raz na Ukrainie. – Z kolei w ramach działań mojej fundacji lub dzięki współpracy z innymi instytucjami byłem dodatkowo na Litwie, w Czechach, Słowacji, a także pracowałem w Polsce i w Rosji jako tłumacz dla zagranicznych obserwatorów – wylicza Bajek. Oprócz udziału w tych oficjalnych misjach, Mateusz Bajek postanowił obserwować wybory przez internet. W niektórych krajach, system wyborczy umożliwia zamontowanie kamer w komisjach wyborczych. – Na bazie tych obserwacji napisałem choćby artykuł pt. „Dosypać głosów Putinowi”, co już sam tytuł wskazuje na rozliczne nieprawidłowości w rosyjskim systemie wyborczym – zauważa Bajek. Artykuł został opublikowany w Newsweeku, a potem doczekał się tłumaczenia na język angielski, węgierski, czeski i rosyjski. Pan Mateusz za pośrednictwem internetu przeszkolił 70 osób, które także postanowiły włączyć się w akcję „śledzenia nieprawidłowości wyborczych”. Na podstawie tych licznych obserwacji, powstał portal internetowy „Obserwatorzy w działaniu”, który demaskuje nieuczciwe zachowania wyborcze. Do najczęstszych naruszeń zalicza się fałszowanie protokołów, bądź też wrzucanie przez jedną osobę do urn po kilkanaście czy kilkadziesiąt głosów jednocześnie. Bywają też sytuacje, w których ta sama osoba w ciągu dnia oddaje kilkukrotnie głos. Na dowód swoich obserwacji, Mateusz Bajek pokazuje fragmenty obrazów zarejestrowanych przez kamery w komisjach w Rosji i Azerbejdżanie, które otwierają oczy niedowiarkom. Skala prezentowanych nadużyć wobec systemu organizacji wyborów, zdaje się być niewyobrażalna. – I właśnie na tym polega sens naszej pracy – mówi Bajek.Dzięki naszej działalności świat może dowiedzieć się jak wciąż w niektórych krajach podważany jest filar demokracji – dodaje. –  I jak duże są te nieprawidłowości, bo nasza metodologia pozwala złapać za rękę każdego oszusta! – twierdzi.

I na koniec ciśnie się pytanie – co z tą Polską? – Nieprawidłowości w czasie polskich wyborów jest bardzo dużo. Kto z nas nie widział niedopuszczalnych w polskim prawie sytuacji wspólnego oddawania głosów przez rodziców z dorosłymi dziećmi, albo przez małżonków w jednej kabince? W ilu komisjach po ich zamknięciu członkowie liczą głosy trzymając w rękach długopisy, albo nie zachowują kolejności działań zapisanej w instrukcjach? Takie sytuacja często nie mają miejsca nawet w Europie Wschodniej! Inna sprawa to wyborcze przestępstwa – choć zdarzają się czasem nieodpowiedzialne słowa czołowych polskich polityków o domniemanych fałszerstwach wyborczych w naszym kraju, nigdy żadnych rażących nie stwierdziliśmy. Takie słowa to najczęściej zagrywki polityczne – kończy.

MATEUSZ BAJEK

Uczestnik kilkunastu międzynarodowych misji obserwacji wyborów w Europie i Azji, w tym w ramach ODIHR/OBWE. Autor analizy “Jak oszukuje się białoruskich wyborców. Raport polskiego obserwatora”, w której pokazał przykłady stosowania fałszerstw wyborczych na białoruskich wyborach prezydenckich. Inicjator projektu Obserwatorzy w Działaniu (http://www.observersinaction.eu/pl), w ramach którego w czasie rosyjskich wyborów prezydenckich w marcu 2018 r. polscy obserwatorzy odkryli fałszerstwo niemal 50 tysięcy głosów. Absolwent stosunków międzynarodowych oraz międzywydziałowych studiów wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim, uczestnik rocznej wymiany studenckiej na rosyjskim Petersburskim Uniwersytecie Państwowym. Specjalizuje się w analizie statystycznej wyborów oraz w mechanizmach stosowania nieprawidłowości wyborczych i ich wpływu na wyniki wyborów.