„Bliskość jest numerem jeden!…”

Rok 2020 zaskoczył swoją nieprzewidywalnością i rozmaitymi ograniczeniami. Zmienił nasze życie, które trzeba było dostosować do nowych warunków. Wciąż towarzysząca nam niepewność wywołuje wiele skrajnych emocji. Dziś rozmawiamy o tym, jaki był to rok dla kępickiej kultury, czego dowiedzieliśmy się o sobie samych i co się w nas zmieniło. Dyrektor kępickiej biblioteki Marta Borodziuk w rozmowie z Pawłem Lewandowskim opowiada o pracy w niełatwym czasie, ale także o jednej z ważniejszych lekcji w życiu.

Red.:Minął trudny rok. Pandemia dotknęła wszystkich obszarów naszego życia. Szeroko rozumiana kultura została niemal wyłączona. W naszej gminie nie odbyły się sztandarowe imprezy jak choćby Dni Kępic, Dożynki, nie organizowano koncertów, ani większych imprez. Czy był to duży cios dla kępickiej kultury i dla ludzi, którzy się nią tutaj zajmują?

M.B.: – Na początku ubiegłego roku nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Jeszcze w pierwszych tygodniach 2020 roku zorganizowaliśmy przecież koncert zespołu Pudelsi i Closterkeller, czy też Przegląd Angielskiej Piosenki Walentynkowej, które odbyły się w sali widowiskowej. Chwilę później gruchnęła informacja o epidemii. Nie ukrywam, że myśleliśmy o tej sytuacji jako chwilowej. W pierwszych kilkunastu dniach ograniczeń zajęliśmy się porządkowaniem księgozbiorów, wprowadzaniem pozycji do systemu informatycznego. Okazało się jednak, że ta chwila przeciągnęła się aż do dzisiaj. To był czas, kiedy musieliśmy zmienić nasze myślenie i dostosować działalność do panujących warunków. Poszukiwaliśmy najlepszych metod dotarcia do ludzi z kulturą, która w sytuacji kwarantanny była dla wielu bardzo potrzebna.

Red.: – Zanim przypomnimy sobie podjęte działania w zakresie kultury, porozmawiajmy o inicjatywach związanych z rozwijającą się w marcu epidemią.

M.B.: – Od samego początku staraliśmy się aktywnie uczestniczyć w procesie pomocy mieszkańcom wspólnie ze wszystkimi gminnymi jednostkami. Kępickie instytucje w tym momencie stały się jednym, wielkim przedsiębiorstwem, którego zadaniem było szerzenie pomocy. Warto przypomnieć, że wspólnie zorganizowaliśmy np. szycie maseczek, roztoczyliśmy jeszcze większą opiekę nad osobami starszymi i samotnymi. W dalszych miesiącach panie z CiS-u szyły także elementy odzieży ochronnej dla szpitali, a więc pomoc rozlewała się na zewnątrz. W tych pierwszych tygodniach tej nieprzewidywalnej sytuacji, myślę, że wszyscy zdaliśmy egzamin z empatii i dobrej współpracy na rzecz mieszkańców.

Red.:Koordynacja tych działań pomocowych była bardzo ważna. To jednak nie zastąpiło działań w zakresie kultury. Staraliście się Państwo mimo wszystko przygotować jakąś ofertę…

M.B.: – Dopasowując się do tych realiów, zaczęliśmy organizować zajęcia on-line. Część instruktorów prowadziła zajęcia poprzez różnego rodzaju platformy internetowe. Latem, kiedy obostrzenia były nieco mniejsze, jeździliśmy po wszystkich sołectwach wystawiając teatrzyk dla dzieci. Oczywiście nie jesteśmy zawodowymi aktorami, ale chcieliśmy tą inicjatywą dać naszym dzieciakom trochę radości. Cieszyliśmy się, że  bardzo ciepło na przyjmowano, widzieliśmy jak ludziom brakuje takiego kontaktu. Udało się także zorganizować w mniejszej skali kilka wydarzeń plenerowych, jak choćby Mistrzostwa w Zbieraniu Grzybów, czy kino letnie. Staraliśmy się działać w kilku obszarach, wprawdzie z ograniczeniami, ale myślę, że spotkało to się z pozytywnym odbiorem.

Red.:Wspomniała Pani o tym, że wszystkie gminne instytucje włączyły się w szczególną działalność na rzecz mieszkańców. Czy ta spontaniczność Panią zaskoczyła?

M.B.: Jestem przekonana, że w każdej naszej instytucji pracują ludzie, którym zależy na realizowaniu swoich zadań w jak najlepszy sposób. Przecież wszyscy gramy do jednej bramki, którą jest to, aby naszym mieszkańcom żyło się coraz lepiej i bardziej komfortowo. Każdy swoją pracę wykonuje w taki sposób, aby w pierwszej kolejności pomóc drugiej osobie. Jeśli mamy takie założenia, to nie ma między nami żadnej niezdrowej konkurencji, tylko jest potrzeba realizacji wspólnych działań, które ostatecznie przeradzają się w sukcesy. To jest moim zdaniem najważniejsze.

Red.: – Do sukcesów wrócimy, ale jeszcze chwilę porozmawiajmy o tej niepewności. Kiedy pojawiły się pierwsze informacje o pandemii, chyba każdy z nas liczył, że to tylko chwilowe i za moment wróci wszystko do normy. Tymczasem okazywało się, że jeszcze następny miesiąc, kolejny i kolejny… Kultura stanęła w bardzo szczególnej sytuacji, bo przecież większość zadań jest z góry planowana, istnieje kalendarz imprez, trzeba znacznie wcześniej podpisać umowy z zespołami, artystami, itp. Jakoś musieliście te problemy rozwiązać…

M.B.: – Na początku przesuwaliśmy zaplanowane terminy, mając nadzieję, że uda się zrealizować nasze plany. Artystom z którymi mieliśmy podpisane umowy, również zależało, aby próbować znaleźć terminy, w których będziemy mieli szansę organizacji wydarzeń. Tutaj wszyscy byliśmy w ciągłej niepewności, a na horyzoncie niestety nie było widać końca obostrzeń. Pojawiały się różne pomysły, jak choćby organizację imprez w zamkniętych obiektach dla bardzo ograniczonej grupy. Nie chciałam jednak iść w tym kierunku, bo musielibyśmy znaleźć klucz kogo na nie zaprosić. A przecież my działamy dla wszystkich, a nie dla ograniczonej grupy. Nie wyobrażałam sobie, by dzielić ludzi. Podpisane umowy przesunęliśmy na ten rok i liczę, że tym razem uda się je zrealizować.

Red.: – Choć pracownicy biblioteki włączyli się w szereg innych, nieco mniejszych przedsięwzięć, to czy nie zabrakło w Waszym życiu zawodowym właśnie tych dużych imprez, świetnie organizowanych koncertów, które zawsze dopinaliście na przysłowiowy „ostatni guzik”?

M.B.: – Bardzo nam brakowało i brakuje! Na samym początku była chwila wytchnienia, trochę wolnych weekendów, co w naszej branży jest rzadkim zjawiskiem. Proszę pamiętać, że wcześniej organizowaliśmy wiele różnych wydarzeń nie tylko w tygodniu, ale właśnie w weekendy. Mieliśmy wyryte w psychice, że kiedy ludzie mają wolne, to my wtedy dla nich pracujemy intensywniej. Okazało się, że nagle tracimy ten czas. Mija majówka, koncerty letnie, Dni Kępic.. Czuliśmy się nieswojo. My po prostu tak nie umiemy funkcjonować.  Jesteśmy osobami, które lubią działać, być wszędzie. Na szczęście ratowaliśmy się małymi inicjatywami, jak np. organizacja wystawy, zaproponowanie gry plenerowej, narodowe czytanie. To nam dodawało energii, mogliśmy wyjść, spotkać choć kilka osób. Ciężko nam także znieść ciszę w bibliotece. Zwykle było tu multum osób, dzieci, dorośli, szkolenia, warsztaty, koncerty. A nagle zapanowała cisza, taka momentami bardzo przytłaczająca. Cały czas szukamy alternatyw i bardzo liczymy, że będziemy się spotykać z mieszkańcami coraz częściej.

 Red.: – Obszar działalności społecznej i kulturalnej jest jednym z aspektów Państwa działalności w 2020 roku. To jednak nie wszystko, bowiem warto wspomnieć o działaniach inwestycyjnych, które w minionym roku były dość intensywnie prowadzone.

M.B.: – Prowadzimy równolegle dwie, ważne inwestycje w Korzybiu i Osowie. Obie uzyskały wysokie dofinansowanie, dzięki czemu nie obciążają znacząco naszego budżetu. W Osowie świetlica była dotychczas bardzo mała, ciemna i niezbyt funkcjonalna. Brakowało tam fajnego miejsca spotkań, tym bardziej, że w Osowie jest sporo dzieci, które zawsze chętnie uczestniczą w różnych zajęciach i animacjach. W Korzybiu adaptowany jest budynek dawnego dworca PKP na bibliotekę połączoną z miejscem spotkań dla sołectwa i klubu seniora, a także z pokojami. Mamy wiele planów wobec tych obiektów i już się cieszę, kiedy sobie wyobrażam jak wiele ciekawych rzeczy możemy tam zrobić.

Red.:Pracownicy biblioteki włączyli się także w organizację i uruchomienie galerii Art Cafe w Kępicach. Choć działa ona od niedawna, to jednak już czuć tam niepowtarzalny klimat.

M.B.: – Chcieliśmy w tych działaniach wspomóc Kępicki Ośrodek Sportu i Rekreacji i myślę, że udało się stworzyć coś ciekawego. Znamy naszych twórców, współpracujemy z nimi od lat, dlatego podjęliśmy działania, aby zachęcić ich do współpracy. Docelowo będzie tu kawiarenka z prawdziwego zdarzenia i miejsce artystycznych spotkań. Ten zamysł musimy jednak na chwilę odłożyć, bo póki co obowiązujące ograniczenia nam to uniemożliwiają. Na ten moment jest nam niezwykle miło, że nasi twórcy bardzo się ucieszyli z tego miejsca, na które od dawna czekali. Cały czas dostarczają nam swoje wyroby i produkty, które od razu wystawiamy i promujemy choćby na dedykowanej stronie internetowej galerii, dzięki której można nabywać te produkty. Cieszy nas także, że z każdym tygodniem przybywa kupujących. W okresie świątecznym najwięcej sprzedaliśmy ozdób, ale przybywa także chętnych na większe rękodzieło czy obrazy. Mieszkańcy podpowiadają nam, żeby stworzyć bony podarunkowe i myślę, że wkrótce je wprowadzimy. Co ważne, to miejsce stało się swoistym centrum informacyjnym. Ludzie przychodzą i pytają o różne sprawy. Poza tym  funkcjonuje tu punkt biblioteczny, a dziś oferujemy także świetną kawę na wynos. To takie miejsce „pod drodze” – każdemu jest do galerii pod drodze.

Red.:To wszystko o czym rozmawialiśmy, choć niełatwe w minionym roku, to jednak poprowadziliście z sukcesami. A tym ostatnim, bardzo namacalnym dowodem jest nagroda jaką biblioteka otrzymała – I miejsce w województwie pomorskim i dziesiąte w skali całego kraju. Tu duży sukces nie tylko dla Waszej jednostki, ale także całej gminy…

M.B.: – Najpierw byliśmy nieco zaskoczeni, ale przede wszystkim dumni i bardzo szczęśliwi. To co jest warte podkreślenia, to fakt, że jest to sukces nas wszystkich. Nie byłoby tego, gdyby nie dobra współpraca między naszymi jednostkami. Na przykład nie udałoby nam się realizować dużych projektów, gdyby nie olbrzymia pomóc pracowników Urzędu Miejskiego. W przypadku zadań inwestycyjnych nieocenioną pomoc otrzymujemy od prężnie działających pracowników Referatu Inwestycji i Rozwoju Strategicznego, a nasza współpraca przeradza się w powstanie nowych obiektów i ciągłe polepszanie obecnej infrastruktury. Takich przykładów mogłabym podać więcej, ale to jest dowód, że każdy sukces jest zwieńczeniem wspólnej pracy, okazywanemu wzajemnie wsparciu i chęci do działania. Jeżeli nie otrzymalibyśmy wsparcia samorządowców, radnych, mieszkańców z pewnością nie byłoby łatwo nam funkcjonować, a tym bardziej zdobywać wyróżnienia. W tym miejscu także pragnę podziękować mojemu zespołowi, który sprawdził się już w wielu różnych sytuacjach. Po tylu latach wspólnej pracy, mogę powiedzieć, że jest już w pełni profesjonalny w wykonywaniu swoich zadań. Ale przede wszystkim otaczają mnie ludzie, którzy czują to co robią, kochają, żyją tym. Jeżeli zmuszałabym kogokolwiek do jakichś zadań, to nic z tego by nie było. W Kępicach mamy ludzi, którym się po prostu chce. Są aktywni i niezwykle twórczy. I wreszcie co bardzo ważne, za tym sukcesem stoją wszyscy, którzy korzystają z naszej oferty, włączają się w realizowane przedsięwzięcia i aktywnie uczestniczą w życiu naszej gminy.

Red.:Choć nastał już nowy rok, to nadal wokół nas wiele niepewności i wciąż brak konkretnych odpowiedzi czy koniec pandemii jest bliski. Mimo wszystko trzeba dalej pracować i realizować swoje zadania. Czy pojawiły się konkretne plany?

M.B.: – Akurat dziś rozmawiałam z morsami, mam nadzieję, że wkrótce uda nam się zażyć wspólnej kąpieli. Po ostatnich wystąpieniach ministra zdrowia widać, że obostrzenia będą wciąż przedłużane ze względu zagrożenie kolejną falą zachorowań. Wobec tego planowane na najbliższe tygodnie wydarzenia, jak choćby Festiwal Angielskiej Piosenki Walentynkowej raczej nie dojdzie do skutku w formie dotychczas nam znanej. Być może przeprowadzimy go wykorzystując internet. Coraz bardziej wchodzimy w technologię cyfrową, już wkrótce będzie można u nas wypożyczać kody do ebooków i w ten sposób otrzymać dostęp do bardzo wielu nowości. Na dzień dzisiejszy liczę, że w miesiącach letnich uda nam się zrealizować kilka wydarzeń plenerowych, ale z wszelkimi konkretami dziś musimy się powstrzymać.

Red.:W poprzednich latach składając sobie życzenia noworoczne, często posługiwaliśmy się znanymi regułkami. Po wydarzeniach z 2020 roku, myślę, że wielu z nas dojrzało do formułowania życzeń w sposób bardziej świadomy…

M.B.: –  Muszę przyznać, że ten miniony rok to wielka lekcja. Po raz kolejny w życiu uświadomiłam sobie, jak ważna jest obecność drugiego człowieka, której ostatnimi miesiącami nam zabrakło. Dotyk, bliskość wcześniej tak bardzo naturalne, dziś są prawie niemożliwe. Ile razy przytulaliśmy smutnego seniora, czy zapłakane dziecko… Teraz są to sytuacje, które zagrażają zdrowiu, a nawet życiu. Ostatnio nawet rozmawiałam z pracownikami, jak bardzo nam brakuje wewnętrznych spotkań podczas których siadaliśmy blisko siebie, kiedy coś nie szło po naszej myśli, poklepaliśmy się po plecach dodając otuchy, a w chwilach radości wpadaliśmy sobie w objęcia. Dziś ta bliskość jest numerem jeden. Serce się kraje, gdy widzę puste nasze budynki, bez mieszkańców, rozkrzyczanych i roześmianych dzieci. To ważne i przemyślane życzenie jest takie, abyśmy znowu byli razem, byśmy mogli się spotkać i dotknąć.